Wariackie Papiery · nr 4 · sierpień 2026

Obrona Termopil

Praca z ciałem w terapii somatycznej - opis sesji terapeutycznej pod kątem symptomów derealizacji i depersonalizacji. Jak zamieszkać we własnym ciele?

Gdzie mieszkam w sobie?

Ciężko stwierdzić.

Chciałabym powiedzieć, że w brzuchu, ale mój brzuch od kilku lat zachowuje się tak, jakbym popełniła seppuku, choć przecież wcale nie miałam takiego zamiaru. Nietolerancje pokarmowe, zakażenia bakteryjne, zapalenie żołądka – tracę kolejne kilogramy, a moje jelito mówi „no chyba się łudzisz, że coś po tym posiłku zatrzymamy". Wyglądam świetnie i szczupło, jak dawno temu, ale ta myląca fasada przykrywa różne schorzenia.

Może więc w głowie? Moja głowa też jest chora, na co najmniej dwa zdiagnozowane i potwierdzone przez niezależną komisję ds. inwalidztwa zaburzenia oraz zaburzenia współistniejące, które rozwinęły się po drodze. Mój piękny umysł potrafi się wyginać jak istoty pozaziemskie zbudowane z galaretopodobnej substancji albo jak skoliodoi u Jacka Dukaja w „Innych pieśniach" - twór chaotyczny i do niczego nie podobny. Jakże mogłabym zamieszkać w takim niebezpiecznym domu?

Przenoszę uwagę do nóg.

Moje nogi były kiedyś moją wielką zaletą; pobiegłam na nich nawet w lokalnych mistrzostwach lekkoatletycznych. Teraz mam – po obu stronach – ortopedyczne schorzenie o złożonej nazwie „konflikt udowo-panewkowy", do tego hallux i jestem po operacji wycięcia struktury o pięknej nazwie „ganglion", w wyniku czego nie dość, że chodzę regularnie na fizjoterapię, to muszę nosić wcale nie tanie wkładki ortopedyczne i oczywiście specjalne obuwie. Nie pomaga również maksymalny wynik na skali mobilności stawów, ponieważ moje kolana potrafią gonić sobie w każdą stronę, tak, jakby były zbyt ciekawskie i niezależne, żeby zachowywać się zgodnie z ruchami całej reszty.

Zostają ramiona i dłonie.

O tak, tam czuję siłę życiową. Może i nie mam już nóg dostatecznie dobrych, by uciec, ale mam wciąż dostatecznie silne ręce, by walczyć! Nagle jednak łapię się na tym sformułowaniu i myślę – ale z czym walczyć? Czy szukam bezpiecznego i w pełni funkcjonalnego miejsca w ciele, żeby…walczyć? Nie by odpocząć, nie by się w spokoju na sobie oprzeć, nawet nie by tworzyć, bo przecież i nie to przyszło mi na myśl, tylko jakiś ostatni bastion, ostatnie źródło obrony, bo chociaż większość oddziałów już padła, to został przecież jeszcze oddział „Ręce"?

Moja terapeutka od somatic experience zna mnie już wiele lat i uważa, że moje ciało jest bardzo mądre, choć ja uważam głównie, że jest zmęczone; jedno zapewne nie wyklucza drugiego. Pracujemy jak zwykle, czyli powoli. Terapeutka pyta o moje doznania z ciała – z którą częścią mam kontakt, której jestem dziś świadoma, którą czuję? To jej standardowe pytanie, bo dla wielu osób chorujących dysocjacja to chleb powszedni, a ugruntowanie w ciele pozwala wrócić do rzeczywistości, która – aktualnie i wbrew temu, co podpowiada umysł - jest bezpieczna, a nie zagrażająca jak kiedyś. (6B66 to kod zaburzenia depersonalizacyjno-derealizacyjnego w ICD-11. Jest to zaburzenie dysocjacyjne, w którym głównymi objawami są depersonalizacja i/lub derealizacja.)

Zaczynam dotykać skóry w różnych miejscach ciała, ale mam wrażenie, że zrobiło się przezroczyste i przenika mi przez palce, a ja czuję się jedynie jak smętna reklamówka pełna kości. Ten obraz powoduje u mnie ścisk w klatce piersiowej, co przywraca mi, mimo wszystko, czucie, więc nie tracąc kontaktu z tym uciskiem próbuję wyobrazić sobie coś innego - i to niekoniecznie bohaterską obronę Termopil, bo jakże tu napiąć do walki ciało, którego nie ma? Jednakże reklamówka z kośćmi nadal toczy się w mojej wyobraźni po trotuarze, jakby już jej było wszystko jedno, a ja głęboko wzdycham, nie wiadomo, czy z bezradności, rozczarowania czy żalu. Nagle jednak po tym westchnięciu okazuje się, że to mimo wszystko nie cała ja: wyłania się we mnie obraz gadającej czaszki, absurdalnej jak ze śmiesznych kreskówek, wyposażonej w dodatku w jakże znane mi gorzkie poczucie humoru.

„No cóż" – mówi do mnie. „Dobrze nie jest, ale wciąż dajemy radę, co? Haha."

No właśnie. No właśnie!

„Non omnis moriar."Horacy

Aktualności

12 sierpnia gościłam na kanale Weroniki Wawrzkowicz „Rozmawiam, bo lubię". Rozmawiałyśmy o książkach, o chorowaniu, ale także o poczuciu humoru i sztuce. Całość do odsłuchania na Youtube, na kanale „Rozmawiam, bo lubię". Zachęcam!

Zdjęcie z letniego finisażu, prezentacja serii Istot
Zdjęcie z ostatniego, letniego finisażu, na którym prezentowałam serię bajkowych Istot (poniżej oraz obok moich prac znajdują się obrazy innych osób biorących udział w projekcie). Uśmiech mimo ogromnego zmęczenia, ręczne wspomaganie dumą i radością, oraz bajkowe uszy gratis. A że już wiele osób pytało, to wyjaśniam, że to, co mam na sobie, to sukienka.

Ten tekst ukazał się w newsletterze Wariackie Papiery. Nowe numery wysyłam raz w miesiącu — zapis w sekcji Kontakt.