Wariackie Papiery · nr 1 · maj 2026

Bezpieczne Miejsce

Dlaczego ćwiczenie 'bezpiecznego miejsca' nie zadziałało w grupie terapeutycznej CPTSD? Opis przypadku z grupy psychoedukacyjnej dla osób z traumą złożoną

Kiedy dostaję propozycję dołączenia do grupy terapeutycznej osób z CPTSD (Złożony Zespół Stresu Pourazowego, inaczej trauma złożona), mam mieszane uczucia. Owszem, otrzymałam taką diagnozę od kilkorga specjalistów; moja terapeutka traumy, u której znalazłam się przecież nieprzypadkowo, nie ma żadnych wątpliwości, że właśnie na to cierpię. Jednakże jest we mnie część, która chce pozostać lojalna wobec systemu będącego źródłem tego zaburzenia, ponieważ to źródło było również darczyńcą miłości – rozumianej może opacznie, ale mimo wszystko tak się nam wszystkim wydawało.

W terapii skoncentrowanej na traumie jestem od końca 2022 roku. Mogłoby się wydawać, że to szmat czasu, i że już po kilku miesiącach powinnam znaleźć w sobie dostatecznie dużo oparcia, by móc skonfrontować się z pewnymi wydarzeniami. Ustabilizowanie – faza pierwsza takiego procesu - jest potrzebne, aby bezpiecznie korzystać z metod pracy z traumą. Tymczasem mnie zajęło dwa lata, by być w stanie zrealizować bazowe ćwiczenie bezpieczeństwa nazywane „safe place", a potem kolejne dwa lata, by poprosić moją terapeutkę o przytulenie mnie. Czuję się bardziej jak dzikie zwierzątko niż człowiek. Wszędzie czai się zagrożenie, a jedyne bezpieczne miejsce to mój wewnętrzny świat fantazji; problem w tym, że mój mózg i reszta ciała są w dużej mierze chore, a więc i ten świat, w pewnym sensie, nie opiera się na pewnych fundamentach.

Wyruszam na spotkanie grupy terapeutycznej CPTSD, a w zasadzie – próbuję na nie wyruszyć, podczas gdy mój wewnętrzny system usiłuje tę podróż za wszelką cenę sabotować. „Nic ci nie jest", „marnujesz czas", „nie było tak źle", „to błędna diagnoza", „te twoje diagnozy mnożą się i mnożą". Udaje mi się jednak wykrzesać z siebie odruch bohaterstwa, polegającego na obronie własnego dobrostanu i maszerując pod silny wiatr zaprzeczenia idę na spotkanie.

Na pierwszym z nich dowiaduję się szczegółowo o symptomach CPTSD. Gdyby nawet mój system wewnętrzny nadal miał jakieś wątpliwości, w tym momencie musiałby zaprzeczyć międzynarodowym kryteriom tego zaburzenia i ustaleniom nie kilku specjalistów, ale zgodności wszystkich, ponieważ spełniam każde z nich. Przynosi mi to pewien rodzaj ulgi (ponieważ mój system wewnętrzny od zarania dziejów lubi oskarżać mnie o zmyślanie, przesadzanie, histeryzowanie i niepotrzebne robienie z igły widły), a jednocześnie, jak często z diagnozami bywa, rozlega się dzwon żałobny i spada na mnie pewnego rodzaju otępienie.

Kolejne spotkanie grupy odbywa się tydzień później. Takie, z którego ucieknę.

Ale po kolei.

Grupa jest bardzo, bardzo przyjazna, a panie prowadzące (psychiatrka oraz psycholożka) bardzo rzeczowe i wspierające. Mówią w moim trzecim języku, uczestnicy w czwartym, więc moje zwoje mózgowe pracują na najwyższych obrotach, lecz wciąż daję radę – spotkania trwają z przerwą jedynie półtorej godziny. Tego dnia, by poćwiczyć techniki ugruntowania, zabieramy się za wizualizację „safe place". I to wtedy, jak mawiał mój znajomy, gówno wpada w wentylator.

Stworzenie i przywołanie mojego „safe place" zajęło mi w terapii indywidualnej tak dużo czasu, ponieważ przez dwa lata nie potrafiłam wyobrazić sobie miejsca, któremu coś by nie zagrażało, nawet, jeśli istniało tylko w mojej głowie. Lista zagrożeń była nieskończenie długa: od klęsk naturalnych, przez oddziały z superbronią, wszelkiej maści złoczyńców, gwałcicieli, zdrajców, demony, złych bogów, niedostatecznie szczelne granice i wiele innych.

Wróćmy jednak do grupy.

Zamykam oczy, słucham wprowadzenia; powoli, krok po kroku, przywołuję moje bezpieczne miejsce, „safe place". Poczucie bezpieczeństwa trwa kilka sekund, ponieważ nagle dociera do mnie świadomość, iż owszem, jestem w moim zapieczętowanym miejscu, ale dookoła mnie są ludzie – i to w sali z zamkniętymi drzwiami – przy zamkniętych oknach. To wystarcza, bym dostała ataku paniki: zaczynam się pocić, zaczynam się dusić, muszę natychmiast wyjść z tego pomieszczenia, cały mój system alarmowy wyje jak w elektrowni w Czarnobylu: „wydostać się stąd natychmiast!!!". Otwieram oczy i starając się nie wywrócić krzesła wybiegam z sali.

Wracam do domu i długo myślę.

Odbywam rozmowę telefoniczną z moją terapeutką, potem jeszcze sesję indywidualną z nią.

Podejmuję decyzję o rezygnacji z grupy. To jeszcze nie mój czas.

Wracam więc do codziennego życia z traumą złożoną: flashbacki, jakbym w kółko oglądała przymusowo ten sam film, myśli intruzywne, których nie potrafię odpędzić, koszmary senne, w których ciągle coś mi zagraża, unikanie sytuacji czy miejsc, które kojarzą się z przeszłością, ale ich lista jest tak długa, że ciężko uniknąć wszystkich wyzwalaczy; hiperuważność i ciągle włączony radar skanujący otoczenie, przekonanie, że nigdy dość się nie staram i jestem słaba psychicznie, obciążam wszystkich i powinnam się wstydzić, deregulacja emocji w takim nasileniu, że większy konflikt potrafi wywołać we mnie dysocjację oraz problemy z bliskością – bo przecież nie ma, nie istnieje absolutnie bezpieczna osoba – prawda?...

Ale tak, staję za sobą, bo takie życie nie bardzo można nazwać życiem i mimo, że nie jestem gotowa na pracę w grupie to nie pozostawiam siebie bez pomocy.

Kolejne spotkanie z moją terapeutką traumy mam już jutro.

„Moją najśmielszą fantazją jest posiadanie mózgu i ciała, które pozwolą mi cieszyć się z bycia żywym."cytat z sieci, autor nieznany

Aktualności

Czerwiec to początek wystawy grupowej „Perspektywy", w której biorę udział; będzie miała miejsce w Muzeum Psychiatrii w Bernie. Oprócz obrazów, odwiedzający będą mogli odsłuchać nagrania fragmentów „Brzydszej córki życia" w języku niemieckim. Postanowiłam wystawić cykl obrazów „Kruchość", a do tego – po raz pierwszy w życiu – zdecydowałam, że jeden z nich nie jest na sprzedaż.

Safe place, 2026, akryl i markery na malkartonie
„Safe place", 2026, akryl i markery na malkartonie

Ten tekst ukazał się w newsletterze Wariackie Papiery. Nowe numery wysyłam raz w miesiącu — zapis w sekcji Kontakt.